{"id":271,"date":"2015-02-18T14:26:24","date_gmt":"2015-02-18T13:26:24","guid":{"rendered":"http:\/\/halor.art.pl\/?page_id=271"},"modified":"2015-02-18T14:26:45","modified_gmt":"2015-02-18T13:26:45","slug":"kaj","status":"publish","type":"page","link":"https:\/\/halor.pl\/?page_id=271","title":{"rendered":"KAJ"},"content":{"rendered":"<p><strong><em>Obraz przedmilenijny z roku 1945 \/fragment\/<\/em><\/strong><\/p>\n<p>___________________________________________________________________________<\/p>\n<p>&#8211; Ale wiater.<\/p>\n<p>Powiedzia\u0142 cicho Pustelok.<\/p>\n<p>&#8211; Wiater niy tak bardzo. Ino okno klekoce.<\/p>\n<p>To z cienia w g\u0142\u0119bi piwnicy wynurzy\u0142 si\u0119 cichy g\u0142os starego Dudka:<\/p>\n<p>Przysun\u0105\u0142em si\u0119 bli\u017cej do Anny. Zakry\u0142a mi nogi kocem.<\/p>\n<p>&#8211; Ja, ja&#8230;<\/p>\n<p>Potwierdzi\u0142 po namy\u015ble gruby Hanek i w\u0142o\u017cy\u0142 do ust pust\u0105 fajk\u0119. Przedmucha\u0142 j\u0105. G\u0142o\u015bno sykn\u0119\u0142o powietrze.<\/p>\n<p>&#8211; Fto\u015b sie obiesio\u0142. Jak tak gwizda\u0142o, to wtedy godali: Meluzyna p\u0142acze. Bo fto\u015b sie obiesio\u0142&#8230;<\/p>\n<p>W piwnicy zrobi\u0142o si\u0119 jeszcze ch\u0142odniej.<\/p>\n<p>&#8211; No. Tak downiej m\u00f3wiyli. Taki przes\u0105d bo\u0142&#8230;<\/p>\n<p>&#8211; Mo\u017ce Hitler?<\/p>\n<p>&#8211; Co Hitler?<\/p>\n<p>Hanek wyj\u0105\u0142 fajk\u0119 z ust.<\/p>\n<p>&#8211; No &#8211; powiesio\u0142 sie.<\/p>\n<p>&#8211; Mo\u017ce.<\/p>\n<p>Powoli, ostro\u017cnie zacz\u0105\u0142 odkr\u0119ca\u0107 cybuch.<\/p>\n<p>&#8211; No &#8211; mo\u017ce. Jakech s\u0142u\u017co\u0142 we wojsku, na rumu\u0144skiyj granicy to bo\u0142o we Karpatach, jesce za tamty wojny &#8211; to sie jedyn powiesio\u0142 w lesie. Kapral. My tam do tego lasu chodziyli na spacer. Naroz niy ma chopa. Szukali my. Inne \u017co\u0142nierze, szpyjery, ty\u017c chodziyli, niy. Ale go niy znole\u017ali. Zimno bo\u0142o faro\u0144sko, to niy \u015bmierdzio\u0142. No i nic. Tak, \u017ce nikt niy wiedzio\u0142. Ale za jaki\u015b czos, kedy\u015b tam, przylecieli chopcy i wo\u0142ajom: Tam sie jedyn obiesio\u0142, wasz kapral. To prziszli my tam do lasu. Podstawiyli skrzynia, tako kwadratowo. A ju\u017c bo\u0142a wiosna. Podstawiyli pod niego prosto. Zniego ju\u017c tak schodziy\u0142o. Jedyn wloz na ga\u0142\u0119\u017a i oder\u017cno\u0142 sznur, tyn ino zlecio\u0142, b\u0142ocko take. Zamknyli skrzynia i prosto na smyntarz. My sie dziwiyli &#8211; jak to jest? No bo chop bo\u0142 przistojny, czorny taki. Baby na niego lecia\u0142y jak pieron. Podobno jakego\u015b jubilera tamtejszego okrod. Diamenty i z\u0142oto pobro\u0142. Wszystko. I tamtyn sie zastrzelo\u0142. To sumiynie go gryz\u0142o.<\/p>\n<p>&#8211; Jake sumiynie!<\/p>\n<p>Wzruszy\u0142 ramionami Pustelok.<\/p>\n<p>&#8211; Jobych tam dobrze spo\u0142 &#8211; mie\u0107 droge kamiynie, a niy mie\u0107&#8230;<\/p>\n<p>Rozmarzy\u0142 si\u0119.<\/p>\n<p>&#8211; Gupi\u015b. Kula w \u0142eb za take co\u015b i po ptokach!<\/p>\n<p>Wynurzy\u0142 si\u0119 zn\u00f3w z cienia cichy, ale \u017cyciowy g\u0142os starego Dudka:<\/p>\n<p>Pustelok zamy\u015bli\u0142 si\u0119 g\u0142\u0119boko. Widocznie w pierwszej chwili nie przewidzia\u0142 takiego ewentualnego efektu ubocznego szybkiego wzbogacenia. Powa\u017cnie pokiwa\u0142 g\u0142ow\u0105:<\/p>\n<p>&#8211; No ja. Kula w \u0142eb to co innego&#8230;<\/p>\n<p>&#8211; M\u00f3wiyli, \u017ce du\u017co ludzi skrzywdzio\u0142 i okrod. Przijecha\u0142a \u017cona jego. Bardzo p\u0142aka\u0142a i m\u00f3wiy\u0142a.<\/p>\n<p>&#8211; Co m\u00f3wiy\u0142a?<\/p>\n<p>&#8211; No, \u017ce skrzywdzio\u0142 i \u0142okrod.<\/p>\n<p>Zniecierpliwi\u0142 si\u0119 Hanek.<\/p>\n<p>&#8211; To czymu p\u0142aka\u0142a?<\/p>\n<p>&#8211; Przecie to niy ji pokrod, mamlasie! No i \u015blubny bo\u0142, niy? Jak wpod do tyj skrzyni, to jedno b\u0142ocko. Tak to jest! A jak my go wiy\u017ali na smyntorz, to take sie wietrzysko zrobiy\u0142o, a rozpyndziy\u0142o, jakby na wichura tako. A chopcy sie \u015bmioli: Diobo\u0142 go do grobu niesie!<\/p>\n<p>Hanek cie\u0144kim drutem zacz\u0105\u0142 d\u0142uba\u0107 w cybuchu fajki. Potem znowu zacz\u0105\u0142 j\u0105 powoli i uwa\u017cnie sk\u0142ada\u0107.<\/p>\n<p>&#8211; A w ty skrzyni to bo\u0142o jedno b\u0142ocko. No. Tak sie ino przelywa\u0142o, a chlupa\u0142o&#8230;<\/p>\n<p>&#8211; By\u015bcie przestali! Dzieci tu som!<\/p>\n<p>Anna owin\u0119\u0142a mnie cia\u015bniej kocem. Ale nie pozwoli\u0142em sobie zakry\u0107 uszu. Na dworze, gdzie\u015b daleko, przeszed\u0142 \u015bwidruj\u0105cy jazgot, potem g\u0142uche st\u0119kni\u0119cie. Wszystko wok\u00f3\u0142 lekko si\u0119 zako\u0142ysa\u0142o. Ze szpar kamiennego sklepienia piwnicy spad\u0142o troch\u0119 tynku i okopcone od \u015bwiec okruszynki wapna. Ludzie przysun\u0119li si\u0119 bli\u017cej do muru.<\/p>\n<p>&#8211; Naj\u015bwi\u0119tszo Matko Piekarsko, byd\u017a przi nos w ty godzinie&#8230;<\/p>\n<p>Potem, przez d\u0142ug\u0105 chwil\u0119 nic. Cisza.<\/p>\n<p>&#8211; Jo ty\u017c widzio\u0142. Podobne take co\u015b.<\/p>\n<p>Pustelok poruszy\u0142 si\u0119 \u017cywo na swoim sto\u0142ku.<\/p>\n<p>&#8211; Jak\u017cech bo\u0142 we Warszawie&#8230;<\/p>\n<p>&#8211; Ty\u017ce\u015b bo\u0142 we Warszawie!? &#8211; Ty?&#8230;<\/p>\n<p>&#8211; Jasne \u017cech bo\u0142! W czidziestymsiodmym, niy&#8230;, w czidziestymsz\u00f3stym. Ze ,,Casinym\u201d. Jo \u015bpiywo\u0142 tynor. We wielkij, takij eleganckij sali my tam \u015bpiywali. I wtedy to sie jedna kobiyta stamtond pope\u0142niy\u0142a samob\u00f3jstwo. We \u0142\u00f3\u017cku le\u017ca\u0142a. A lato bo\u0142o, ukrop taki. Podobno dziesi\u0119\u0107 dni tak le\u017ca\u0142a. To jak prziszli, to jom razym ze prze\u015bcierad\u0142ym wziyli i do trumny wciepli. Woda sie lo\u0142a, tak ciek\u0142o i bio\u0142e roboki&#8230;<\/p>\n<p>&#8211; Chopy, przestoniecie ju\u017c?!<\/p>\n<p>To znowu Anna. Pustelok zamilk\u0142, ale wida\u0107 by\u0142o, \u017ce sam od siebie. Zn\u00f3w si\u0119 zamy\u015bli\u0142 si\u0119 i z t\u0105 sam\u0105 jak wcze\u015bniej powag\u0105 kiwn\u0105\u0142 g\u0142ow\u0105:<\/p>\n<p>&#8211; No &#8211; co to jest cz\u0142owiek?<\/p>\n<p>Rozejrza\u0142 si\u0119 po mrocznym wn\u0119trzu, w kt\u00f3rym teraz s\u0142ycha\u0107 by\u0142o tylko ci\u0119\u017ckie oddechy i klekotanie piwnicznego okienka, do kt\u00f3rego nikt nie mia\u0142 si\u0119 odwagi zbli\u017cy\u0107.<\/p>\n<p>&#8211; No &#8211; co to jest? Powiydzcie? Co to jest cz\u0142owiek? No?<\/p>\n<p>Ale nikt nie mia\u0142 zamiaru odpowiedzie\u0107 na tak trudne pytanie. Wobec tego doda\u0142, ka\u017cde s\u0142owo siekaj\u0105c jak tasakiem:<\/p>\n<p>&#8211; No? Wiela to warte? Co? No? Co to jest cz\u0142owiek?<\/p>\n<p>&#8211; Jak \u017cyje, to \u017cyje, jak umrze, to umrze.<\/p>\n<p>Stwierdzi\u0142 filozoficznie gruby Hanek i znowu w\u0142o\u017cy\u0142 w usta zimn\u0105 fajk\u0119:<\/p>\n<p>&#8211; I tyla.<\/p>\n<p>&#8211; Ale na ko\u0144cu \u015bwiato zmartwychwstanie!<\/p>\n<p>Odezwa\u0142a si\u0119 nagle stara Troszyna. W jej g\u0142osie by\u0142o surowe napomnienie.<\/p>\n<p>&#8211; Eeee&#8230; No&#8230;<\/p>\n<p>Przez zaci\u015bni\u0119te na cybuchu wargi mrukn\u0105\u0142 Hanek. Przez chwil\u0119 wszyscy zmagali si\u0119 z t\u0105 niew\u0105tpliw\u0105 nadziej\u0105. Kto\u015b zakaszla\u0142. Kto\u015b westchn\u0105\u0142. Z cienia w k\u0105cie piwnicy zn\u00f3w zabasowa\u0142 g\u0142os starego Dudka:<\/p>\n<p>&#8211; A kto sie wtedy tego wszystkego doliczy?<\/p>\n<p>&#8211; No. I kaj sie wszystke zmieszczom?<\/p>\n<p>Zastanowi\u0142 si\u0119 g\u0142o\u015bno Pustelok.<\/p>\n<p>&#8211; Ty\u015b bo\u0142 zawsze bezbo\u017cnik. Wstydu niy mosz!<\/p>\n<p>Troszyna prze\u017cegna\u0142a si\u0119 szybko.<\/p>\n<p>&#8211; &#8230;Jesce na nos co\u015b \u015bciongniesz, belzebubie.<\/p>\n<p>&#8211; Jezderkusie, wyplujcie to gibko!..<\/p>\n<p>Pos\u0142usznie splun\u0119\u0142a na ceglan\u0105 posadzk\u0119, ale zaraz szybko, dok\u0142adnie nog\u0105 roztar\u0142a plwocin\u0119. I prze\u017cegna\u0142a si\u0119 jeszcze raz. Jak nieme echo bez oci\u0105gania prze\u017cegna\u0142a si\u0119 za ni\u0105 reszta. Wszyscy milczeli.<\/p>\n<p>A za oknem te\u017c cisza. Dopiero teraz dotar\u0142o to do \u015bwiadomo\u015bci st\u0142oczonych w schronie ludzi.<\/p>\n<p>Po wilgotnej, zczernia\u0142ej \u015bcianie powoli, opornie laz\u0142 w g\u00f3r\u0119 nagi, obrzydliwy kartoflany \u015blimak. Za sob\u0105 pozostawia\u0142 jasn\u0105, t\u0119\u017cej\u0105c\u0105 od razu b\u0142yszcz\u0105c\u0105 \u015bcie\u017ck\u0119, po\u0142yskuj\u0105c\u0105, niby w\u0105ska struga przy kraw\u0119\u017cniku ulicy, drobnymi, t\u0119czowymi refleksami odbijaj\u0105cego si\u0119 w niej sk\u0105pego \u015bwiat\u0142a dwu migocz\u0105cych w k\u0105cie piwnicy \u015bwiec.<\/p>\n<p>Takich \u015bcie\u017cek &#8211; strumieni by\u0142o na \u015bcianie wi\u0119cej. Krzy\u017cowa\u0142y si\u0119, uk\u0142ada\u0142y w misterne, zawi\u0142e i ma\u0142o czytelne rysunki.<\/p>\n<p>I wszystkie prowadzi\u0142y niewiadomo dok\u0105d.<\/p>\n<p>&nbsp;<\/p>\n<p>* *<\/p>\n<p>____________________________________________________<\/p>\n<p>Anna otworzy\u0142a szeroko ci\u0119\u017ckie drewniane drzwi i stan\u0119\u0142a na progu. \u015anieg le\u017ca\u0142 iskrz\u0105c\u0105 si\u0119 polew\u0105 na wszystkich piwnicznych schodach. Najmniej go by\u0142o na samym dole. Tyle, \u017ce usypa\u0142 si\u0119 pod murem w ma\u0142\u0105 zasp\u0119. Mocno zmru\u017cy\u0142a oczy o\u015blepione jasno\u015bci\u0105 wlewaj\u0105c\u0105 si\u0119 przez szpar\u0119 do wn\u0119trza schronu. Postawi\u0142a ostro\u017cnie stop\u0119 na pierwszym schodku i powoli nacisn\u0119\u0142a ca\u0142ym ci\u0119\u017carem cia\u0142a. Cofn\u0119\u0142a nog\u0119 i przez chwil\u0119 przygl\u0105da\u0142a si\u0119 bia\u0142emu negatywowi swego buta. Potem podnios\u0142a g\u0142ow\u0119 i rozejrza\u0142a si\u0119.<\/p>\n<p>Podw\u00f3rze by\u0142o puste. Za to na bliskim horyzoncie za ogr\u00f3dkami, na skraju Ko\u0144skiej Szachty, sta\u0142a armata przeciwpancerna pozbawiona jednego ko\u0142a. Znacznie bli\u017cej, na kupie cegie\u0142 jaka zosta\u0142a po sklepionej bramie i z naro\u017cnego chlewika, trafionych przedwczoraj celnie bomb\u0105, osiad\u0142o troch\u0119 \u015bwie\u017cego \u015bniegu z ostatniej nocy. Dwa dni temu s\u0105siedzi chodzili w ko\u0142o po ca\u0142ym placu i zbierali resztki swoich dzieci, kt\u00f3re bawi\u0142y si\u0119 w wojn\u0119 pod t\u0105 bram\u0105. Zupe\u0142nie niepotrzebnie, a nawet karygodnie &#8211; takie te\u017c prawdopodobnie musia\u0142o by\u0107 zdanie lotnika z kukuru\u017anika, kt\u00f3ry to zobaczy\u0142 z g\u00f3ry. Anna zmru\u017cy\u0142a brwi i zupe\u0142nie odruchowo skin\u0119\u0142a g\u0142ow\u0105.<\/p>\n<p>Na niskich dachach chlewik\u00f3w siedzia\u0142o stado kawek. Podskakiwa\u0142y trzepocz\u0105c skrzyd\u0142ami, \u017ce a\u017c bia\u0142y puch sypa\u0142 si\u0119 z okapu, jak m\u0105ka z dziurawego worka i zapr\u00f3sza\u0142 zamkni\u0119te na g\u0142ucho klapy go\u0142\u0119bnik\u00f3w. A dalej za p\u0142otem ogr\u00f3dk\u00f3w stercza\u0142y milcz\u0105ce i nieruchome wie\u017ce kopalni i pusty komin elektrowni.<\/p>\n<p>Anna zerwa\u0142a z najbli\u017cszej wi\u015bni ocala\u0142y jakim\u015b cudem, zapomniany przez wszystkich czarny i zmarzni\u0119ty owoc. Pokr\u0119ci\u0142a nim w palcach. Popatrzy\u0142a na jego pomarszon\u0105 i zczernia\u0142\u0105 sk\u00f3r\u0119 i cisn\u0119\u0142a nim bezmy\u015blnie w krzaki agrestu. Z kostropatych ga\u0142\u0119zi posypa\u0142y si\u0119 resztki \u015bniegu, a kawki z jazgotem unios\u0142y si\u0119 w powietrze i polecia\u0142y w stron\u0119 kopalnianych wie\u017c. Anna przetar\u0142a r\u0119k\u0105 w\u0142osy:<\/p>\n<p>&#8211; Tak wygl\u0105da koniec wojny.<\/p>\n<p>Ale zaraz \u017cachn\u0119\u0142a si\u0119 w my\u015blach:<\/p>\n<p>&#8211; Jaki tam koniec! Przecie\u017c nic si\u0119 tak naprawd\u0119 jeszcze nie sko\u0144czy\u0142o. I za\u015b sie mo\u017ce wszystko przekr\u0119ci\u0107&#8230;<\/p>\n<p>&#8211; Wy\u0142a\u017acie!<\/p>\n<p>Ale z piwnicy nikt nie wychodzi\u0142. Dopiero po d\u0142ugiej chwili pojawi\u0142y si\u0119 pierwsze g\u0142owy. Przera\u017cone, jak zawsze w tych ostatnich dniach. Kto\u015b z politowaniem stukn\u0105\u0142 si\u0119 palcem w czo\u0142o. \u017be niby, on to taki g\u0142upi nie b\u0119dzie. Anna wzruszy\u0142a ramionami i odwa\u017cnie przesz\u0142a podw\u00f3rze. Na samym \u015brodku przystan\u0119\u0142a.<\/p>\n<p>&#8211; Haziel jest ca\u0142y! &#8211;<\/p>\n<p>Wrzasn\u0119\u0142a do st\u0142oczonych za murkiem i ruszy\u0142a w kierunku solidnej, murowanej budowli, umieszczonej wraz z hasiokiem w samym \u015brodku \u015bciany chlewik\u00f3w, zamykaj\u0105cych obszerny plac przed familokami. W\u0142a\u015bciwie powinna by\u0142a doda\u0107:<\/p>\n<p>&#8211; No, prawie!<\/p>\n<p>Jeszcze par\u0119 dni temu bawili\u015bmy si\u0119 ko\u0142o tego hasioka w wesele. Ja by\u0142em panem m\u0142odym, a wy\u017csza ode mnie o g\u0142ow\u0119 Ruta z pierwszego pi\u0119tra, familokowa pi\u0119kno\u015b\u0107 &#8211; pod\u0142ug mojej oceny, nie uzgadnianej z kolegami, bo by mnie wy\u015bmiali &#8211; by\u0142a pann\u0105 m\u0142od\u0105. Bercik kr\u0119ci\u0142 kadzidkiem zrobionym ze starej biksy po marmoladzie. Dym unosz\u0105cy si\u0119 ze \u015brodka \u015bmierdzia\u0142 jak licho i dra\u017cni\u0142 oczy. Swiynty Alojz ino wiedzio\u0142, co tam nawciepowo\u0142 za \u015bwinstwo. Nie zd\u0105\u017cyli\u015bmy sko\u0144czy\u0107 celebry, kiedy znad dachem familoka wynurzy\u0142 si\u0119 samolot pikuj\u0105c prosto na haziel i hasiok. Ledwo zd\u0105\u017cyli\u015bmy zanurkowa\u0107 w smrodliwej g\u0142\u0119bi solidnie wymurowanego hasioka, gdy z nadlatuj\u0105cej z piekielnym jazgotem maszyny wytrysn\u0119\u0142y jasne ogniste smugi i wyrze\u017abi\u0142y w ceglanej \u015bcianie klozetu \u0142adnie zaokr\u0105glony \u0142uk jasnoczerwonych, ca\u0142kiem solidnych dziur, nanizanych na murze niby per\u0142y z jakiego\u015b dziwnego r\u00f3\u017ca\u0144ca. Za\u015b samolot polecia\u0142 sobie gdzie\u015b tam, za ogr\u00f3dki, w stron\u0119 Micha\u0142kowic. Nam, w odr\u00f3\u017cnieniu od kompli spod bramy, si\u0119 upiek\u0142o. Ale te\u017c od przedwczoraj nikt ju\u017c z cha\u0142py nie wylaz\u0142 na dw\u00f3r. Matki, omy i ciotki pilnowa\u0142y nas jak argusy jakie\u015b.<\/p>\n<p>Anna w\u0142o\u017cy\u0142a, wyci\u0105gni\u0119ty z kieszeni zapaski klucz do zamka pierwszej na prawo od wej\u015bcia wyg\u00f3dki. Na wszelki wypadek rozejrza\u0142a si\u0119 jeszcze raz.<\/p>\n<p>Ale nigdzie nie wida\u0107 ani nie s\u0142ycha\u0107 ju\u017c by\u0142o samolot\u00f3w. Ani huku, ani ognia, ani zapachu fosforu. Wtedy dopiero przekr\u0119ci\u0142a klucz do ko\u0144ca.<\/p>\n<p>&nbsp;<\/p>\n<p>* * *<\/p>\n<p>____________________________________________________<\/p>\n<p>Anna owin\u0119\u0142a mi szyj\u0119 szalikiem, wzi\u0119\u0142a za r\u0119k\u0119 i poszli\u015bmy razem przez podw\u00f3rze na sam koniec kolonii. W stron\u0119 pralni roz\u0142o\u017conej obok niewielkiego wsp\u00f3lnego piekarnioka, w kt\u00f3rym, p\u00f3ki starcza\u0142o w\u0142asnej m\u0105ki, kobiety piek\u0142y przynajmniej raz w tygodniu chleb. Chleb niezwyk\u0142y, przez wiele dni pachn\u0105cy intensywnie, tak mocno, jak \u017caden inny. Ale teraz m\u0105ki od wielu dni nikt na oczy nie widzia\u0142 i piekarniok sta\u0142 zimny i opuszczony.<\/p>\n<p>Drzwi pralni by\u0142y otwarte i bucha\u0142y z niej k\u0142\u0119by pary. Anna pu\u015bci\u0142a mnie i wesz\u0142a do \u015brodka. Stan\u0105\u0142em na progu i ostro\u017cnie te\u017c tam zajrza\u0142em.<\/p>\n<p>Zawsze ba\u0142em si\u0119 tego gro\u017anego, surowego wn\u0119trza, wilgotnego i zamglonego, ledwo roz\u015bwietlonego wysoko zawieszonymi lampami o brudnych, blaszanych kloszach. W\u0105skie i wysokie p\u00f3\u0142okr\u0105g\u0142e, wiecznie zakopcone okna, zabezpieczone od zewn\u0105trz g\u0119st\u0105 drucian\u0105 siatk\u0105, zamiast dawa\u0107 \u015bwiat\u0142o czyni\u0142y wn\u0119trze pralni jeszcze mroczniejszym. Rz\u0119dy pot\u0119\u017cnych cementowych wanien, jak surowe sarkofagi w ciasnych szeregach wype\u0142nia\u0142y ca\u0142e przestronne pomieszczenie. Teraz by\u0142y puste i znacznie bardziej przez to gro\u017ane.<\/p>\n<p>Na \u015brodku sta\u0142a Ko\u0142odziejka w brzydkim, zielonobr\u0105zowym gumowym fartuchu, w czarnych gumiakach, z czarn\u0105 chust\u0105 na g\u0142owie i z czarnym, gumowym w\u0119\u017cem w r\u0119ku. Kiedy zobaczy\u0142a Ann\u0119, rzuci\u0142a w\u0105\u017c na betonow\u0105 posadzk\u0119 i zacz\u0119\u0142a wyciera\u0107 r\u0119ce w zapask\u0119 schowan\u0105 pod gumowym fartuchem. Woda z w\u0119\u017ca rozlewa\u0142a si\u0119 szeroko, ale zgromadzona niebawem w strug\u0119 kieruj\u0105c\u0105 si\u0119 do wy\u017c\u0142obienia w cementowej pod\u0142odze, wpada\u0142a przez \u017celiwn\u0105 kratownic\u0119 do ocembrowanego otworu i gin\u0119\u0142a gdzie\u015b tam w g\u0142\u0119bi, w niezbadanej dla mnie czelu\u015bci.<\/p>\n<p>Ko\u0142odziejka wyci\u0105gn\u0119\u0142a r\u0119ce spod fartucha i podesz\u0142a do Anny. Poch\u0142oni\u0119ty by\u0142em ogl\u0105daniem p\u0142yn\u0105cej wody i dopiero po chwili zacz\u0119\u0142y do mnie dolatywa\u0107 strz\u0119py ich rozmowy, rozniesione g\u0142uchym pog\u0142osem po ca\u0142ym wn\u0119trzu, rozmazane w szumie i zatopione w rw\u0105cej rzeczce bulgocz\u0105cej nieopodal mych st\u00f3p.<\/p>\n<p>&#8211; &#8230;\u017bycie idzie dali&#8230;<\/p>\n<p>&#8211; &#8230;Co my mogymy&#8230;<\/p>\n<p>&#8211; &#8230; Wiela sie niy nacieszo\u0142 tym \u017cyciem&#8230;<\/p>\n<p>Powoli, nieznacznie, staraj\u0105c si\u0119 nie zwraca\u0107 na siebie uwagi, zacz\u0105\u0142em si\u0119 wzd\u0142u\u017c strugi przesuwa\u0107 bli\u017cej obu kobiet.<\/p>\n<p>&#8211; &#8230; Kaj jest sprawiedliwo\u015b\u0107? Kaj?<\/p>\n<p>&#8211; &#8230; Niy nom s\u0105dzi\u0107&#8230;<\/p>\n<p>&#8211; &#8230;To stary go pu\u015bcio\u0142, a m\u00f3wiy\u0142ach mu&#8230;<\/p>\n<p>&#8211; &#8230;B\u00f3g da\u0142, B\u00f3g wzion&#8230;<\/p>\n<p>Ko\u0142odziejka zacz\u0119\u0142a \u0142ka\u0107 piskliwie. Ws\u0142uchiwa\u0142em si\u0119 chciwie w te \u015bmieszne d\u017awi\u0119ki, kt\u00f3rych nie potrafi\u0142 zag\u0142uszy\u0107 nawet wartki szum wody. Bardzo mi si\u0119 chcia\u0142o \u015bmia\u0107.<\/p>\n<p>&#8211; &#8230;Oj Bo\u017cycku, Bo\u017cycku!&#8230;<\/p>\n<p>&#8211; &#8230;Dejcie pok\u00f3j&#8230;<\/p>\n<p>&#8211; &#8230;Nowe galoty i cwiter&#8230; Dopiyro coch mu uszy\u0142a&#8230;<\/p>\n<p>&#8211; &#8230;Synki sie ino bawiyli&#8230; palcami pokozali&#8230; a tyn pieruch, huncfot&#8230;<\/p>\n<p>&#8211; &#8230;Mo\u017ce \u0142on my\u015blo\u0142, \u017ce&#8230;<\/p>\n<p>&#8211; &#8230;Niy mo\u017cno, \u017ceby tyn diosecki przeklyntnik, \u017ceby \u0142on niy wiedzio\u0142, \u017ce to dzieci&#8230; Ino sie bawiyli&#8230; A niy chcia\u0142ach go pu\u015bci\u0107 na dw\u00f3r, jakby mi co goda\u0142o&#8230; Bo\u017cycku, Bo\u017cycku!&#8230;<\/p>\n<p>Ko\u0142odziejka rozrycza\u0142a si\u0119 na dobre. Anna wyci\u0105gn\u0119\u0142a w stron\u0119 p\u0142acz\u0105cej kobiety r\u0119k\u0119, zapewne z zamiarem pog\u0142askania jej po ramieniu, ale natychmiast j\u0105 cofn\u0119\u0142a. Bo Ko\u0142odziejka, nagle spokojna, przetar\u0142a szybkim ruchem oczy i zacz\u0119\u0142a ci\u0105gn\u0105\u0107 dalej sw\u00f3j monolog jak gwa\u0142townie zakr\u0119cony zepsuty kran, z kt\u00f3rego i tak kapie kropla po kropli:<\/p>\n<p>&#8211; &#8230;Przilecio\u0142 Spyra&#8230; Id\u017acie tam na plac&#8230; pozbiyra\u0107 co zosta\u0142o z waszego Hanysa&#8230; Stary poszo\u0142 z miechym&#8230; Inne ty\u017c&#8230; I tak \u0142aziyli po placu i szukali&#8230; Po ca\u0142ym placu bo\u0142o rozciepane&#8230; M\u00f3j powadzio\u0142 sie z Waloszkiem \u0142o rynka. No, bo pozno\u0142 po brodowce na ma\u0142ym palcu&#8230; A Szcz\u0119\u015bniok znoloz noga \u0142od swojego Gustlika na go\u0142ymbniku&#8230;<\/p>\n<p>Anna sta\u0142a sztywna, nieruchoma. Ze splecionymi na podo\u0142ku r\u0119koma uwa\u017cnie przygl\u0105da\u0142a si\u0119 Ko\u0142odziejce. A ja wpatrzony w Ann\u0119, uczy\u0142em si\u0119 tego spokoju i bardzo chcia\u0142em by\u0107 taki sam.<\/p>\n<p>&#8211; &#8230;Stary przinios\u0142 go do dom&#8230; Ani na p\u00f3\u0142 miecha tego niy bo\u0142o&#8230; postawiyli my na g\u00f3rce&#8230; Chcecie i\u015b\u0107 \u0142obejrze\u0107?&#8230;<\/p>\n<p>Powoli obr\u00f3ci\u0142em si\u0119 do obydwu kobiet plecami, wysun\u0105\u0142em nog\u0119 przed siebie na kraw\u0119d\u017a p\u0142yn\u0105cego szybko nurtu i bardzo dok\u0142adnie stara\u0142em si\u0119 zapami\u0119ta\u0107 rysunek wrzecionowatego, male\u0144kiego wiru, kt\u00f3ry zrobi\u0142 si\u0119 na wodzie tu\u017c obok.<\/p>\n<p>Wiedzia\u0142em, \u017ce teraz Anna spojrzy na mnie. Wpatrywa\u0142em si\u0119 z ogromn\u0105 uwag\u0105 w wod\u0119 p\u0142yn\u0105c\u0105 z szumem, kt\u00f3ry nagle sta\u0142 si\u0119 du\u017co, du\u017co g\u0142o\u015bniejszy.<\/p>\n<p>I z napi\u0119ciem czeka\u0142em na jej odpowied\u017a.<\/p>\n<p>Bardzo chcia\u0142em zobaczy\u0107 ten worek i jego nies\u0142ychan\u0105 zawarto\u015b\u0107 i to co zosta\u0142o po Hanysie. Bardzo. Wiele bym da\u0142, \u017ceby go zobaczy\u0107. Nie wiedzia\u0142em ile, i co w\u0142a\u015bciwie, ale z pewno\u015bci\u0105 du\u017co. Ostro\u017cnie spojrza\u0142em przez rami\u0119 na Ann\u0119. Ale Anna w\u0142a\u015bnie w tej chwili zdecydowanie pokiwa\u0142a g\u0142ow\u0105, \u017ce nie. Po czym z lewie hamowanym po\u015bpiechem skierowa\u0142a si\u0119 w moj\u0105 stron\u0119. Wiedzia\u0142em ju\u017c, co b\u0119dzie dalej.<\/p>\n<p>Nie umia\u0142em ukry\u0107 rozczarowania. Obydwiema nogami wlaz\u0142em do wody i zacz\u0105\u0142em zawzi\u0119cie maszerowa\u0107 w miejscu. Anna szarpn\u0119\u0142a mn\u0105 gwa\u0142townie, wzi\u0119\u0142a energicznie za r\u0119k\u0119, bole\u015bnie zgniataj\u0105c mi palce. Wyszli\u015bmy z pralni.<\/p>\n<p>Na progu wyrwa\u0142em si\u0119 i poszed\u0142em przodem, kopi\u0105c m\u015bciwie \u015bniegowe zmar\u017aliny, \u017ce a\u017c fontann\u0105 pryska\u0142o na boki. Anna w milczeniu sz\u0142a za mn\u0105. Nie odezwa\u0142a si\u0119 ani jednym s\u0142owem. A\u017c do samego domu.<\/p>\n<p>&nbsp;<\/p>\n<p>&nbsp;<\/p>\n<p>* * * *<\/p>\n<p>____________________________________________________<\/p>\n<p>Wkroczyli\u015bmy do mieszkania. Anna podesz\u0142a do pieca i rozpali\u0142a ogie\u0144 pod blach\u0105. Potem zacz\u0119\u0142a powoli i dok\u0142adnie czy\u015bci\u0107 garnki. A ja przystawi\u0142em krzes\u0142o do okna i wdrapa\u0142em si\u0119 na parapet. R\u0119k\u0105 odsun\u0105\u0142em firank\u0119. Przetar\u0142em zamro\u017con\u0105 szyb\u0119 i przyklei\u0142em parz\u0105c\u0105 twarz do ch\u0142odnej powierzchni. Spojrza\u0142em w stron\u0119 kopalni. Przez sypi\u0105cy si\u0119 \u015bnieg z trudem mog\u0142em dostrzec znajomy kszta\u0142t trzech kopalnianych wie\u017c. Ale wyda\u0142o mi si\u0119, \u017ce ko\u0142a na g\u00f3rze jednej z nich zacz\u0119\u0142y si\u0119 kr\u0119ci\u0107. Przygl\u0105da\u0142em si\u0119 uwa\u017cnie, p\u00f3ki nie zacz\u0119\u0142y zwalnia\u0107. Wreszcie zatrzyma\u0142y si\u0119. Wtedy szybko odsun\u0105\u0142em nos od okna i zacz\u0105\u0142em chucha\u0107 na szyb\u0119. Para wydobywaj\u0105ca si\u0119 z ust po chwili zamieni\u0142a si\u0119 na moich oczach w coraz bardziej fantastyczny, rozrastaj\u0105cy si\u0119 \u017car\u0142ocznie ogr\u00f3d, wype\u0142niony niezwyk\u0142ymi ro\u015blinami i egzotycznymi zwierz\u0119tami, przedziwnymi, tajemniczymi smokami, bazyliszkami i gryfami.<\/p>\n<p>Kiedy si\u0119 wreszcie odwr\u00f3ci\u0142em od okna, zobaczy\u0142em Ann\u0119 stoj\u0105c\u0105 przy kuchennym stole, nachylon\u0105 nad nim w nienaturalnej zupe\u0142nie pozie. Sta\u0142a nieruchomo, jak skamienia\u0142a. Na bia\u0142ej serwecie le\u017ca\u0142o zdj\u0119cie Maksa w takim samym mundurze w jakim go widzia\u0142em ostatni raz, dwa lata temu. Mundur by\u0142 zielony i pami\u0119ta\u0142em, \u017ce chcia\u0142em wtedy koniecznie oderwa\u0107 przymocowane do niego ptaki o szeroko rozpostartych skrzyd\u0142ach. Pami\u0119ta\u0142em te\u017c, \u017ce trzyma\u0142 mnie na r\u0119ku i przyciska\u0142 do szorstkiego policzka, a ja si\u0119 ba\u0142em. Ba\u0142em si\u0119 tego k\u0142uj\u0105cego dotkni\u0119cia. Pami\u0119ta\u0142em te\u017c dobrze, mo\u017ce nawet najbardziej pami\u0119ta\u0142em w\u0142a\u015bnie to, \u017ce po wielekro\u0107 obiecywa\u0142em sobie potem, \u017ce kiedy go zobacz\u0119 znowu, ju\u017c na pewno nie b\u0119d\u0105 mia\u0142 stracha. Dr\u0119czy\u0142o mnie to bardzo i nigdy nie przyzna\u0142bym si\u0119 do takich my\u015bli przed Ann\u0105. Ani nawet przed Hanysem, kt\u00f3ry sta\u0142 tam w pralni na strychu. Zrobi\u0142o mi si\u0119 zimno.<\/p>\n<p>&#8211; Mamo&#8230;<\/p>\n<p>Anna sta\u0142a nad zdj\u0119ciem Maksa, w sztywno wyci\u0105gni\u0119tej d\u0142oni trzyma\u0142a zawieszony na nitce pier\u015bcionek. Nie odwr\u00f3ci\u0142a si\u0119. Zupe\u0142nie jakby nie s\u0142ysza\u0142a co si\u0119 woko\u0142o dzieje.<\/p>\n<p>Nie pierwszy raz widz\u0119 taki obraz, podobne zdj\u0119cia i zawieszone nad nimi na nitce pier\u015bcionki. Wiem to dobrze. Ten sam tajemniczy rytua\u0142 odprawia\u0142a wielokrotnie babcia Julia i jej s\u0105siadki. Tyle, \u017ce wygania\u0142y nas wtedy do izby i zamyka\u0142y za nami drzwi. Ale podgl\u0105dali\u015bmy przez dziurk\u0119 od klucza, przepychaj\u0105c si\u0119 jeden przez drugiego i nadstawiali\u015bmy ucha. Pada\u0142y dziwne, niezrozumia\u0142e s\u0142owa: Katy\u0144, Ostaszk\u00f3w. Najcz\u0119\u015bciej s\u0142owo Katy\u0144. M\u0142ody cz\u0142owiek o \u0142agodnych oczach, widoczny na mocno sfatygowanym du\u017cym zdj\u0119ciu, te\u017c by\u0142 w mundurze i tylko orze\u0142 na jego czapce by\u0142 bardziej okr\u0105g\u0142y. Wiedzia\u0142em, \u017ce to brat Anny. Wiedzia\u0142em te\u017c, \u017ce na jakim\u015b Zaolziu czeka na niego od wiele ju\u017c wojennych lat ciocia Henia.<\/p>\n<p>Przez d\u0142ug\u0105, d\u0142ug\u0105 chwil\u0119 pier\u015bcionek wisia\u0142 nad le\u017c\u0105c\u0105 mi\u0119dzy niespokojnie migoc\u0105cymi \u015bwiecami fotografi\u0105 i ani drgn\u0105\u0142.<\/p>\n<p>Nagle ogarn\u0119\u0142o mnie przera\u017cenie. Okropne, nie do wytrzymania. Ale wstydzi\u0142em si\u0119 zap\u0142aka\u0107.<\/p>\n<p>&#8211; Kaj jest tato?<\/p>\n<p>Pier\u015bcionek zadr\u017ca\u0142 w d\u0142oni Anny.<\/p>\n<p>&#8211; Czymu go niy ma tak dugo?<\/p>\n<p>Jak obudzona ze snu, spojrza\u0142a na mnie, wzi\u0119\u0142a pier\u015bcionek, urwa\u0142a nitk\u0119 i powoli za\u0142o\u017cy\u0142a go na palec. Potem zdmuchn\u0119\u0142a \u015bwiece, kt\u00f3re sta\u0142y po obydwu stronach zdj\u0119cia, kiwn\u0119\u0142a mi w roztargnieniu g\u0142ow\u0105, podesz\u0142a do pieca i postawi\u0142a na blasze garnek z wod\u0105 na cie\u0144ki lipowy tyj.<\/p>\n<p>(C) 1999-2009 Jan J. D\u0142ugosz [HALOR.ART.PL]<\/p>\n","protected":false},"excerpt":{"rendered":"<p>Obraz przedmilenijny z roku 1945 \/fragment\/ ___________________________________________________________________________ &#8211; Ale wiater. Powiedzia\u0142 cicho Pustelok. &#8211; Wiater niy tak bardzo. Ino okno klekoce. To z cienia w g\u0142\u0119bi piwnicy wynurzy\u0142 si\u0119 cichy g\u0142os starego Dudka: Przysun\u0105\u0142em si\u0119 bli\u017cej do Anny. Zakry\u0142a mi nogi kocem. &#8211; Ja, ja&#8230; Potwierdzi\u0142 po namy\u015ble gruby Hanek i w\u0142o\u017cy\u0142 do ust pust\u0105 &hellip; <a href=\"https:\/\/halor.pl\/?page_id=271\" class=\"more-link\">Czytaj dalej <span class=\"screen-reader-text\">KAJ<\/span> <span class=\"meta-nav\">&rarr;<\/span><\/a><\/p>\n","protected":false},"author":1,"featured_media":0,"parent":208,"menu_order":0,"comment_status":"closed","ping_status":"open","template":"","meta":{"ngg_post_thumbnail":0,"footnotes":""},"class_list":["post-271","page","type-page","status-publish","hentry"],"_links":{"self":[{"href":"https:\/\/halor.pl\/index.php?rest_route=\/wp\/v2\/pages\/271","targetHints":{"allow":["GET"]}}],"collection":[{"href":"https:\/\/halor.pl\/index.php?rest_route=\/wp\/v2\/pages"}],"about":[{"href":"https:\/\/halor.pl\/index.php?rest_route=\/wp\/v2\/types\/page"}],"author":[{"embeddable":true,"href":"https:\/\/halor.pl\/index.php?rest_route=\/wp\/v2\/users\/1"}],"replies":[{"embeddable":true,"href":"https:\/\/halor.pl\/index.php?rest_route=%2Fwp%2Fv2%2Fcomments&post=271"}],"version-history":[{"count":1,"href":"https:\/\/halor.pl\/index.php?rest_route=\/wp\/v2\/pages\/271\/revisions"}],"predecessor-version":[{"id":272,"href":"https:\/\/halor.pl\/index.php?rest_route=\/wp\/v2\/pages\/271\/revisions\/272"}],"up":[{"embeddable":true,"href":"https:\/\/halor.pl\/index.php?rest_route=\/wp\/v2\/pages\/208"}],"wp:attachment":[{"href":"https:\/\/halor.pl\/index.php?rest_route=%2Fwp%2Fv2%2Fmedia&parent=271"}],"curies":[{"name":"wp","href":"https:\/\/api.w.org\/{rel}","templated":true}]}}